Patrzysz na wypowiedzi znalezione dla zapytania: Święty Piotr i Paweł





Temat: ___Co admin - kabotyn-skrapliwie kasuje__________
CO TOLERANCJI NIE STAJE
Gość portalu: camrut napisał(a):

> Etyki nie ma prawie nigdzie. O pomysł, żeby religia była na pierwszej lub
> ostatniej lekcji, tak, aby nie chodzący na nią uczniowie nie musieli
siedzieć
> na korytarzu – Kościół zrobił awanturę tak wielką, iż władze oświatowe
> skwapliwie się z tej idei wycofały. W ustawach okołokonkordatowych
> postanowiono, że stopnie z religii nie będą wpisywane na świadectwa. W
> praktyce jednak, w bardzo wielu szkołach, zwłaszcza na prowincji
> – po prostu się je wpisuje. I kto ma odwagę zaprotestować?
> l "Kompetentna władza kościelna mianuje i odwołuje nauczycieli religii",
> ale "przysługują im prawa i obowiązki na równi z innymi nauczycielami". W
> konkordacie stoi, iż w sprawach treści nauczania i wychowania religijnego
> nauczyciele podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a "w innych
> sprawach przepisom państwowym". Jak jest naprawdę – opisaliśmy w
> tekście "Wielka nadzieja czarnych", gdzie ksiądz-paker, napierdalający
dzieci
> podczas lekcji religii, zawieszony przez dyrektorkę po tym, jak katecheza
> wywołała u jednego z uczniów wstrząs mózgu – został po interwencji biskup
> a
> odwieszony przez Komisję Dyscyplinarną przy wojewodzie.
> l "Papieskie akademie, katolickie uniwersytety oraz wydziały filozoficzne i
> teologiczne są subwencjonowane przez państwo na równi z innymi wyższymi
> uczelniami państwowymi". W konkordacie wprost mowa o KUL i PAT, a potem
> czytamy, iż "państwo rozważy udzielanie pomocy finansowej" innym teoszkołom.
W
> prak-tyce za kształcenie katolickich pretorian płacimy w Warszawie (za dwie
> szkoły), Katowicach, Opolu, Toruniu, Poznaniu, Olsztynie.
> l "Stowarzyszenia katolickie nie podlegają prawu państwowemu o
> stowarzyszeniach". W konkordacie wpisano, iż "jeżeli te zrzeszenia poprzez
swą
> działalność wkraczają w sferę uregulowaną w prawie polskim, podlegają także
> temu prawu". Myślicie, że to kompromis? To poczytajcie ustawę o
> stowarzyszeniach. Stoi w niej jak byk: "Przepisom ustawy nie podlegają: 1)
> organizacje społeczne działające na podstawie odrębnych ustaw lub umów
> międzynarodowych, których Rzeczpospolita Polska jest stroną (w tym także
> konkordatu); 2) kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich osoby prawne; 3)
> organizacje religijne, których sytuacja prawna jest uregulowana ustawami o
> stosunku państwa do kościołów i innych związków wyznaniowych, działające w
> obrębie tych kościołów i związków".
> l "Kościół ma prawo do posiadania i używania własnych środków społecznego
> przekazu (...) na zasadach określonych umową między kompetentnymi władza-mi
> państwowymi i kościelnymi". W konkordacie zasady te mają być już "określone
w
> prawie polskim". Historia Radia Maryja wykazuje, że żadne prawo polskie nie
> podskoczy, gdy Kościół chce ewangelizować medialnie.
> l "Kościół może urządzać publiczne zbiórki", kropka. W konkordacie jest już
> łagodzący zapis, iż "przepisy prawa polskiego o zbiórkach publicznych nie
mają
> zastosowania do zbierania ofiar na cele religijne, kościelną działalność
> charytatywno-opiekuńczą, naukową, oświatową i wychowawczą oraz utrzymanie
> duchownych i członków zakonów, jeżeli odbywają się w obrębie terenów
> kościelnych, kaplic oraz w miejscach i okolicznościach zwyczajowo przyjętych
w
> danej okolicy i w sposób tradycyjnie ustalony". Ten, kto wspomni choćby
> historię świadectw udziałowych zbieranych przez Rydzyka – wie, który zapi
> s
> wszedł w życie.
> Właściwie jedynym zapisem, którego czarnym jak dotąd nie udało się
> przeforsować – jest art. 9 dotyczący świąt. Zgodnie z nim wolne od pracy
> miały
> być także dni święta Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia Pańskiego,
> świętych Piotra i Pawła oraz święta Niepo-kalanego Poczęcia Najświętszej
Maryi
> Panny.
> No ale w końcu na jakiś kompromis Kościół musiał pójść, prawda? W końcu
Polska
> nie jest państwem wyznaniowym.
> Ależ skąd.
> Autor : Agnieszka Wołk Łaniewska
>
>
>
Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: "Troszczyc sie o wspolnote Kosciola"
Zrodlo
Wierni, którzy nie będą dawać na tacę, choć stać ich na to, będą musieli się z
tego spowiadać. Nowe, piąte przykazanie kościelne, które od niedzieli zacznie
obowiązywać katolików w Polsce, brzmi bowiem "Troszczyć się o wspólnotę
Kościoła".

W niedzielę w kościołach zostanie odczytany list Episkopatu Polski informujący
o wprowadzeniu nowej wersji przykazań kościelnych. Zupełnie zmienione zostało
piąte, które w obecnym brzmieniu zobowiązuje wiernych do utrzymywania wspólnoty
parafialnej, czyli wspierania jej pieniędzmi lub pracą. Podobne przykazania
mają Kościoły w innych krajach świata.

- Wiernym trzeba przypomnieć, że jest to ich obowiązek moralny - mówi biskup
Tadeusz Pieronek.

Czy to oznacza, że od niedzieli każdy, kto nie będzie dawał na tacę, będzie się
musiał z tego spowiadać? - Nie chodzi o tworzenie jakiegoś automatu. Jeżeli
ktoś nie ma, to nie da, jeśli ma mało, to da mało. Ale jeżeli ma, a się od tego
obowiązku uchyla, to przykazanie powinno mu to uświadomić - tłumaczy biskup
Pieronek.

- Wierny ma obowiązek się spowiadać, jeżeli mimo możliwości zaniedbuje lub
lekceważy to przykazanie - dodaje ksiądz Henryk Zieliński.

Sens innych przykazań nie uległ zmianie, ale ich nowe brzmienie powinno
wykluczyć błędne interpretacje. Katolicy nadal mają zachowywać posty we
wszystkie piątki i w Wielkim Poście. Nadal też w tym czasie mają powstrzymywać
się od udziału w zabawach. W poprzedniej wersji przykazań zakazywano urządzania
hucznych zabaw w "czasach zakazanych", co w Polsce rozciągano także na adwent.
Ale to była błędna interpretacja, nieobowiązująca już od czasu Soboru
Watykańskiego II.

Nowe przykazania nie zmieniają także praktyki postnej w Wigilię Bożego
Narodzenia. Nigdy post w Wigilię nie obowiązywał, ale jest to wielowiekowa
polska tradycja. Biskupi zachęcają więc do jej utrzymania.

List Episkopatu informuje także o wydłużeniu listy świąt nienakazanych, czyli
takich, w których tego dnia wierni nie muszą uczestniczyć we mszy świętej i
powstrzymywać się od wykonywania prac niekoniecznych. Na tej liście znalazły
się święta, które w Polsce objęte były tzw. prymasowską dyspensą, gdyż
przypadały w dni robocze. Chodzi o święta: Niepokalanego Poczęcia NMP (8
grudnia), świętego Józefa (19 marca), świętych Piotra i Pawła (29 czerwca),
Matki Bożej Gromnicznej (2 lutego), Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki
Kościoła (poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego). Świętem nakazanym nie był
też ani drugi dzień Bożego Narodzenia, ani Poniedziałek Wielkanocny, co teraz w
Polsce usankcjonowano.

Święta obowiązujące katolików to: Narodzenie Pańskie (25 grudnia), Świętej
Bożej Rodzicielki (1 stycznia), Boże Ciało, Wniebowzięcie Najświętszej Maryi
Panny (15 sierpnia), Wszystkich Świętych (1 listopada) oraz Trzech Króli (6
stycznia), które nie jest dniem wolnym od pracy. Uroczystość Wniebowstąpienia
Pańskiego przeniesiono natomiast z czwartku, który jest także dniem roboczym,
na siódmą niedzielę wielkanocną.

e. cz.

Zrodlo:
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031129/kraj/kraj_a_5.html?k=on;t=2003112920031129 Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Lech Kaczyński obrzucony tortem
Nie slyszales by jakis ksiadz, CZYMKOLWIEK rzucil w....
A przykładowo o klątwach rzucanych z ambon słyszał, co?
Może ci coś z tej serii zacytowac? OK !!! Zaczne od przypomnienia kontekstu:
Kiedy wojna francusko-niemiecka (XIX w.) wypadla na korzysc Niemiec i kiedy
Napoleon III zmuszony byl wycofac armie z Rzymu, wowczas wkroczyl don krol
wloski Wiktor Emanuel ze swym wojskiem i zrobil nareszcie koniec z panstwem
koscielnym. Rozgniewany papiez Pius IX (1846-1876)rzucil klatwe na krola
wloskiego. Jej tresc brzmiala nastepujaco:

"Moca Najwyzszego Boga Ojca, Syna i Ducha Swietego, moca Swietych kanonow,
Niepokalanej Dziewicy Maryi, Matki i piastunki Zbawiciela, moca poteg
niebieskich, Aniolow, Archaniolow. Tronow, Cherubinow i Serafinow, moca
wszystkich swietych patriarchow i prorokow, apostolow i ewangelistow, moca
swietych Mlodziankow, spiewajacych przed barankiem piesn nieustanna, moca
swietych meczennikow i wyznawcow, swietych panien i wszystkich wybranych bozych,
ekskomunikujemy, przeklinamy i wylaczamy go (krola Wloch) ze swietego Kosciola
Boga najwyzszego, azeby byl meczony strasznymi mekami wraz z Datanem i Abironem,
i z tymi, ktorzy mowia do Pana Boga: "Odstap od nas, nie chcemy zadnej z drog
Twoich!" A tak jak ogien jest tlumiony przez wode, tak niech swiatlo jego
zgasnie na wieki. Niech Ojciec, Syn i Duch Swiety przeklnie go. Niech bedzie
potepiony, gdziekolwiek sie znajdzie: w domu lub na polu, na wzgorzu lub w
dolinie, w wodzie lub w powietrzu. Niech Maria Panna, swiety Michal, sw. Jan,
swieci Piotr i Pawel przeklna go. Niech bedzie przeklety jako zyjacy i jako
umierajacy, jako jedzacy i jako pijacy, jako laknacy i jako pragnacy, jako
spiacy i jako drzemiacy, jako czuwajacy i jako odpoczywajacy, jako stojacy i
jako siedzacy, jako chodzacy i jako lezacy, i jako broczacy we krwi. Niech
bedzie przeklety w mozgu swoim. Niech bedzie przeklety we wszystkich swoich
zdolnosciach. Niech bedzie przeklety we wlosach swoich. Niech bedzie przeklety w
koronie na glowie swojej. Niech bedzie przeklety w skroniach swoich, w czole
swoim, w uszach swoich, w brwiach swoich, w szczekach swoich, w siekaczach i
zebach trzonowych swoich, w ustach i w gardle swoim, w barkach i na piastkach
swoich, w ramionach, w rekach i w palcach swoich. Niech bedzie potepiony w
ustach, w swojej piersi, w swoim sercu i we wszystkich wnetrznosciach swoich.
Niech bedzie potepiony w udach, biodrach, w kolanach swoich. Niech bedzie
potepiony w goleniach, w stopach i w palcach swoich. Niech bedzie przeklety we
wszystkich polaczeniach ciala swego, od wierzchu glowy az do spodu stop. Niech
nie pozostanie szelest po nim. Niech Syn zyjacego Boga, ze wszystka chwala
majestatu swego, przeklnie go. Niech niebiosa, ze wszystka moca, jaka sie w nich
porusza, powstana przeciw niemu, przeklna go i potepia go. Tak niech sie stanie.
Amen."

Tak wyglada w praktyce moralnosc tych, ktorzy powinni glosic zasady chrystusowe:
miluj blizniego swego, jak siebie samego lub tez: kto cie uderzy w jeden
policzek, nadstaw mu jeszcze drugi.

Czy masz cos do dodania ?

Nie rozsmieszaj mnie i nie pokazuj publicznie, ze dysponujesz moralnością
Kalego. Jak lysole z Glempjugend wala palami pokojowe demonstracje to jest
wedlug Ciebie OK !!! Prawda? Bo "walcza" o "jedynie sluszne" wartosc tzw. "WC" !!!
Tfu na taka faszystowska moralność !!!

Twoje wypowiedzi nieszczesniku pachną mi smrodem oprawców "Swietej" Inkwizycji !

Upamietaj sie i odstąp od popierania Czarnego Zla !!!

Jaruzel to przy Tobie i Twoich poglądach wielki demokrata !!!
Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Stalinogrod - wystawa w Muzeum Historii Katowic
Stalinogrod - wystawa w Muzeum Historii Katowic
50 lat temu katowiczanie zdecydowali, że nie chcą już mieszkać w
Stalinogrodzie i uchwalili powrót do historycznej nazwy swojego miasta.
Wystawę przypominającą wydarzenia z tamtego czasu otwarto w poniedziałek w
Muzeum Historii Katowic.

Pierwsza zmiana nazwy - z Katowic na Stalinogród - nastąpiła 7 marca 1953 roku
dla uczczenia pamięci zmarłego dwa dni wcześniej sowieckiego dyktatora. Do
złożenia wniosku w tej sprawie zmuszono pisarza Gustawa Morcinka. Rada Państwa
wydała stosowny dekret, a już w niedzielę 8 marca z megafonów na katowickiej
stacji kolejowej płynęła zapowiedź: "Tu stacja Stalinogród". Niektórzy
pasażerowie byli zdezorientowani, ale - inaczej, niż gościom wystawy - mało
komu było do śmiechu. Podobno konduktor w jakimś tramwaju wyrzucił kobietę,
która poprosiła o bilet do Katowic, bo władza bacznie pilnowała, żeby nigdzie
nie używano starej nazwy miasta. Stalinogród pojawił się na emaliowanych
tabliczkach urzędów i różnych instytucji (kilka ocalało i trafiło na
ekspozycję), a nawet do świadectw z nauki religii, psałterzy i modlitewników.
Los sprawił, że katowicka katedra, której budowę rozpoczęto jeszcze przed II
wojną światową, została konsekrowana jako katedra w Stalinogrodzie. Zdarzały
się też sytuacje groteskowe, gdy do dokumentów osób urodzonych na długo przed
1953 rokiem urzędnicy wpisywali: Stalinogród.

Niewiele osób zdecydowało się głośno zaprotestować przeciwko Stalinogrodowi.
Zrobiły to trzy nastolatki z Chorzowa: Natalia Piekarska, Zofia Klimonda i
Barbara Galas, które własnoręcznie wykonały i rozrzuciły na ulicach ulotki
"Precz ze Stalinogrodem" oraz "Komuna to zaraza". Służba Bezpieczeństwa szybko
wpadła na ich trop, a sąd najstarszą skazał na karę więzienia, a dwie młodsze
wysłał do poprawczaka. W 2004 roku otrzymały tytuły Honorowego Obywatela
Miasta Katowic. Wczoraj na otwarcie wystawy przyjechała pierwsza z nich. -
Byłyśmy bardzo zbuntowane, cieszyła nas śmierć Stalina. Z początku nie bałyśmy
się, bo nie do końca zdawałyśmy sobie sprawę z konsekwencji. Strach pojawił
się potem, kiedy już stukali w nocy do drzwi, żeby mnie zatrzymać - wspominała
Natalia Piekarska-Poneta.

Wystawa w Muzeum Historii Katowic opowiada nie tylko o krótkim epizodzie ze
Stalinogrodem, ale także o kilku wcześniejszych latach. Komunistyczna władza z
jednej strony chętnie pokazywała się wtedy na kościelnych uroczystościach (na
wystawie jest np. zdjęcie Bolesława Bieruta wychodzącego z kościoła Świętych
Piotra i Pawła w Katowicach), ale z drugiej - coraz mocniej "przykręcała
śrubę" społeczeństwu, a opozycję przedstawiała jako amerykańskich lokajów.

W Muzeum Historii Katowic pokazano m.in. fotografie z pierwszomajowych
pochodów, fotokopie wydawanych w latach 50. gazet, plakaty, ulotki, pocztówki
i dokumenty. Wśród tych ostatnich jest legitymacja partyjna Edwarda Gierka i
list Wincentego Pstrowskiego, górnika - przodownika pracy, wzywający do
współzawodnictwa.

Katowice wróciły do swojej historycznej nazwy dzięki potępieniu kultu Stalina
w Związku Radzieckim i objęciu władzy w Polsce przez Władysława Gomułkę. W
politycznym zamieszaniu, do jakiego doszło, mało kto zawracał sobie głowę w
Warszawie tym, że Miejska Rada Narodowa w Stalinogrodzie 21 października 1956
roku przyjęła uchwałę o przywróceniu nazwy Katowice. Sejm zatwierdził tę
decyzję dopiero pięć miesięcy później.

- Na szczęście, i to również starałam się pokazać na wystawie, życie zwykłych
ludzi, czy w Katowicach, czy w Stalinogrodzie, wyglądało podobnie. Po prostu
trzeba było żyć dalej - mówiła wczoraj Justyna Pawlas, komisarz wystawy.

"Od Katowic do Stalinogrodu". Wystawę w Muzeum Historii Katowic można zwiedzać
do 5 listopada 2006

miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3611586.html
Gdzies w domu mam lupe w opakowaniu z napisem "Panstwowe Zaklady Optyczne w
Stalinogrodzie" Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Ojciec Swiety
28.6.Rzym(PAP) - O godzinie 19 we wtorek w bazylice świętego Jana na Lateranie
odbędzie się ceremonia otwarcia procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II. Nastąpi
to zaledwie 87 dni po śmierci papieża. Inauguracyjne posiedzenie trybunału
kanonicznego poprzedzą nieszpory z okazji przypadającej w środę uroczystości
świętych Piotra i Pawła

Choć osoby zaangażowane w sprawę beatyfikacyjną już pracują nad dokumentami, w
tym nad tekstami polskiego papieża, oficjalnie proces rozpocznie się we wtorek,
podczas pierwszego posiedzenia trybunału, przed którym będzie się toczyć

Na początku uroczystości odczytany zostanie po łacinie dokument wikariatu Rzymu
o powołaniu trybunału odpowiedzialnego za dochodzenie diecezjalne

Najważniejszym punktem sesji inauguracyjnej - jedynej jawnej, gdyż następne
odbywać się będą za zamkniętymi drzwiami - będzie uroczyste ślubowanie
wszystkich członków trybunału. Pierwszy przysięgę złoży jednak inicjator sprawy
beatyfikacyjnej, który poprosił Benedykta XVI o przyspieszenie jej rozpoczęcia -
papieski wikariusz dla diecezji rzymskiej kardynał Camillo Ruini. Po nim
ślubować będą powołani przez wikariat sędziowie i notariusze oraz postulator
ksiądz Sławomir Oder

Oto tekst przysięgi: "W imię Pańskie, przyrzekam z ufnością i skrupulatnością
pełnić powierzony mi urząd w procesie w sprawie życia i cnót , a także cudów
Sługi Bożego Jana Pawła II, papieża

Przyrzekam również zachować w tajemnicy zeznania świadków i nie mówić o nich z
osobami spoza trybunału , mianowanymi w tym procesie. Przysięgam, że nie
przyjmę żadnego daru, który zostanie mi wręczony w związku z obecnym procesem.
Tak mi dopomóż Bóg"

Następnie uczestnicy uroczystości odmówią zaaprobowaną przez kardynała Ruiniego
modlitwę o beatyfikację Jana Pawła II. Oto oficjalne tłumaczenie tekstu
modlitwy: "Boże w Trójcy Przenajświętszej, dziękujemy Ci za to, że dałeś
Kościołowi Papieża Jana Pawła II, w którym zajaśniała Twoja ojcowska dobroć,
chwała krzyża Chrystusa i piękno Ducha miłości

On, zawierzając całkowicie Twojemu miłosierdziu i matczynemu wstawiennictwu
Maryi, ukazał nam żywy obraz Jezusa Dobrego Pasterza, wskazując świętość, która
jest miarą życia chrześcijańskiego, jako drogę dla osiągnięcia wiecznego
zjednoczenia z Tobą

Udziel nam, za jego przyczyną, zgodnie z Twoją wolą, tej łaski, o którą prosimy
z nadzieją, że Twój Sługa Papież Jan Paweł II, zostanie rychło włączony w
poczet Twoich świętych. Amen"

Po zaprzysiężeniu ksiądz Oder jako postulator procesu, a więc osoba
odpowiedzialna za jego organizację oraz gromadzenie dokumentów, przekaże
trybunałowi diecezjalnemu tajną listę świadków, którzy złożą zeznania dotyczące
kolejnych okresów życia Karola Wojtyły

W uroczystości otwarcia procesu beatyfikacyjnego weźmie udział delegacja
polskiego Episkopatu. W jej skład wejdą: metropolita gdański arcybiskup Tadeusz
Gocłowski, metropolita częstochowski arcybiskup Stanisław Nowak i abp Wojciech
Ziemba z Białegostoku

Przybędzie także ambasador przy Stolicy Apostolskiej Hanna Suchocka oraz
współpracownicy polskiego papieża na czele z arcybiskupem Stanisławem Dziwiszem

Wikariat zaprosił cały rzymski kler oraz mieszkańców Wiecznego Miasta.
Spodziewanych jest też co najmniej kilka tysięcy polskich pielgrzymów.
Prawdopodobnie dla większości z nich zabraknie miejsc w bazylice świętego Jana
i ceremonię obserwować będą na ustawionych przed nią telebimach

Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Cała prawda o Świadkach Jehowy
1995 – Nastąpiła zmiana nauki o „pokoleniu” z Mt 24,34. Dotychczas uczono, że
chodzi tu o pokolenie żyjące od 1914 roku czy będące świadkiem wydarzeń
związanych z tym rokiem (I wojna światowa), które będzie również obserwatorem
wydarzeń związanych z wojną Bożą (Prowadzenie rozmów na podstawie Pism, str.
72). „Równie szczere intencje przyświecały nowożytnym sługom Bożym, którzy na
podstawie tego, co Jezus powiedział o «pokoleniu», próbowali obliczyć jakiś
konkretny czas, wychodząc od roku 1914. Rozumowano na przykład, że skoro
pokolenie może żyć 70 lub 80 lat, a ludzie należący do «tego pokolenia» musieli
być w takim wieku, żeby pojąć znaczenie I wojny światowej oraz innych wydarzeń,
to możemy obliczyć, ile mniej więcej zostało nam do końca” („Strażnica” z 1 VI
1997 r., str. 28). Teraz „Strażnica” z 1 XI 1995 na str. 10-21, zmieniła tą
naukę. „Pokolenie” w nowej interpretacji nie obejmowało już ludzi pamiętających
wydarzenia związane z I wojną światową, ale „najwyraźniej obejmuje mieszkańców
ziemi, którzy widzą znak obecności Chrystusa, ale nie chcą skorygować swego
postępowania” (str. 19, par. 12). Od tej pory trudno już spodziewać się, jak to
było poprzednio, że to na nowo zidentyfikowane pokolenie przeminie po jakimś
ściśle określonym upływie czasu. Odsuwa to więc możliwość określenia w czasie,
kiedy ewentualnie najpóźniej nastąpi Armagedon. Tak rozumowali niektórzy
świadkowie Jehowy, a ich pytania opublikowała „Strażnica” z 1 V 1997 roku: „Czy
można powiedzieć, że zaktualizowane niedawno wyjaśnienia co do znaczenia słowa
«pokolenie» z Ewangelii według Mateusza 24:34 dają podstawy do odsuwania
nadejścia końca tego systemu w przyszłość?” Odpowiadano: „Nic podobnego” (str.
29). Inny świadek pytał w związku z zmianą nauki o pokoleniu: „Czy rozważania te
oznaczają, że istnieją jakieś wątpliwości co do tego, iż Królestwo Boże zostało
ustanowione w niebie w roku 1914?” („Strażnica” z 1 VI 1997 r., str. 28).
Strażnica, choć przez zmianę nauki o „pokoleniu” usunęła już wszelkie podstawy
do tego, aby przekonać innych, że Armagedon nastąpi niedługo, nadal więc jednak
w to wierzyła. „Na początku lat dwudziestych Świadkowie Jehowy upowszechniali
wykład publiczny noszący tytuł «Miliony ludzi z obecnie żyjących nigdy nie
umrą». Wówczas słowa te mogły świadczyć o nieco przesadnym optymizmie. Dziś
jednak można je wypowiedzieć z niezachwianym przekonaniem” („Strażnica” z 1 I
1997 r., str. 11, par. 18). W tym roku wydali też polską edycję swej książki pt.
Świadkowie Jehowy – głosiciele Królestwa Bożego, która była opisem ich całej
historii. W Słowie wstępnym stwierdzono, że jednym z motywów napisania tej
książki była potrzeba obiektywnego i rzetelnego zrelacjonowania ich historii, co
tylko oni potrafią zrobić „najlepiej”, w przeciwieństwie do innych, którzy piszą
o nich nieobiektywnie. Książka ta stwierdzając, że jest kompetentna w kwestii
historii świadków Jehowy, kompromitowała się jednak, ponieważ autorzy tej
książki sami nie znali tej historii. Przykładowo na stronie 716 podano, że
prezes Franz „został ochrzczony w roku 1913” choć sam prezes Franz na łamach
„Strażnicy” nr 18 z roku CVIII podawał, że został ochrzczony nie w 1913, lecz w
1914 (str. 23). Książka ta pisała nieprawdę także odnośnie do tego, czy Russell
uważał się za „sługę wiernego i roztropnego”. Pisano w niej (str. 626), że „Sam
Russell nie głosił tego poglądu”, choć przecież jest to wbrew temu, co pisano w
„Strażnicy” ang. z 1 XII 1916, która ujawniła, że Russell stosował ten tytuł
wobec siebie w prywatnej rozmowie (patrz 1973).

1997 – „Strażnica” z 15 VI pośrednio przyznała się, że postępuje wbrew biblijnej
tradycji narzucając swoją własną tradycję. Pisano, że święci Piotr i Paweł
popierali karę śmierci, świadkowie jej natomiast nie popierają (str. 30-31).
„Strażnica” z 1 VIII podawała: „Ostatnio «niewolnik wierny i roztropny» pomógł
nam sprostować dotychczasowe zrozumienie dotyczące słowa «pokolenie» z Ewangelii
według Mateusza 24:34, czasu sądzenia «owiec» i «kóz», wspomnianego w Ewangelii
według Mateusza 24:31-46, a także nasze stanowisko wobec pewnych rodzajów służby
cywilnej (Mateusza 24:45). Niektórzy odstępcy z pewnością by się cieszyli, gdyby
wielu Świadków Jehowy uparcie obstawało przy poprzednim zrozumieniu tych
zagadnień i nie chciało robić postępów. Ale nic takiego się nie wydarzyło.
Dlaczego? Ponieważ lud Jehowy jest lojalny” (str. 12, par. 16).
Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Nowe Tablice z błedami ortograficznymi
Poprawne zapisy to "kościół katedralny pw. św. św. Piotra i Pawła" lub "kościół
katedralny pw. Świętych Piotra i Pawła", na tablicy czy szyldzie "Kościół
katedralny pw. św. św. Piotra i Pawła" lub "Kościół katedralny pw. Świętych
Piotra i Pawła" (sytuacja podobna jak podpis pod zdjęciem - trudno więc
rozpocząć małą literą). Jeśli chodzi o skróty, to św. - święty, święta, św.
św. - święci.
Kościół w zn. 'instytucja, ogół wiernych' zapisujemy wielką literą, kościół
(katedra, archikatedra) w zn. 'budynek sakralny' - małą. Zastosowanie wielkiej
litery w tym drugim przypadku jest częstym nadużyciem. Owszem, można zastosować
wielką literę ze względów uczuciowych, ale musi to być dostatecznie umotywowane.

Jeśli chodzi o nazwy instytucji, to wielkimi literami zapisujemy tylko i
wyłącznie oficjalne nazwy własne: Urząd Miejski w Gliwicach, Urząd
Marszałkowski Województwa Śląskiego w Katowicach, Małopolski Urząd Wojewódzki w
Krakowie. W pozostałych przypadkach stosujemy małe litery: gliwicki urząd
miejski, krakowski urząd wojewódzki, urząd marszałkowski w Katowicach (to nie
są nazwy własne, lecz opisowe).
Niepełną nazwę własną można (ale wcale nie trzeba, zwłaszcza że wielkich liter
obecnie się nadużywa) zapisać wielkimi literami, jeśli wcześniej została podana
pełna nazwa własna, np.
Urząd Miejski w Gliwicach zorganizował spotkanie opłatkowe dla bezdomnych.
Odbyło się ono na placu przed dworcem kolejowym. Przedstawiciele Urzędu
Miejskiego ("urzędu miejskiego" jest jak najbardziej poprawnie) przynieśli ze
sobą...

Politechnika Śląska (w Gliwicach)* zaprasza na konferencję

Władze Politechniki/politechniki mają zaszczyt zaprosić...

* Politechnika Śląska to nazwa uczelni, stąd poprawne zapisy są następujące:
Politechnika Śląska w Gliwicach, gliwicka Politechnika Śląska, Politechnika
Śląska, ale: gliwicka politechnika, politechnika gliwicka, śląska politechnika.

Na koniec dodam, że zgodnie z polską ortografią (osoby niedowierzające odsyłam
do opinii ekspertów z poradni językowej PWN czy Rady Języka Polskiego)
wszystkie nazwy własne składające się z wyrazów pospolitych można zapisywać
małymi literami. Użycie wielkich liter jest zasadne, gdy znamy pełną formę
nazwy własnej i chcemy jej użyć, a więc:
Ministerstwo Spraw Zagranicznych (nazwa własna) - ministerstwo spraw
zagranicznych (nazwa opisowa), Urząd Miejski u Bielsku-Białej (Urząd Miasta
Bielska-Białej) (nazwa własna) - bielski urząd miejski, urząd miejski w Bielsku-
-Białej, urząd miasta Bielska-Białej (nazwy opisowe).

Por. www.pwn.pl/poradnia/, www.rjp.pl itp.

Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: czy warto przyjechac?
Zabytki Siemiatycz
poziomk napisał:

> Nigdy w Siemiatyczach nie bylem. Co warto zobaczyc? jest cos u was do
> zwiedzania?

Sezon wakacyjny w pełni, więc odpowiadam na twoje pytania. Co warto zobaczyć w
Siemiatyczach:

Kościół rzymskokatolicki pw. Wniebowzięcia NMP - murowany budynek pochodzący z
1638 r. stoi w miejscu dawnego kościoła drewnianego. Podczas panowania
Radziwiłłów zmieniono go w zbór protestancki, ale na początku XVII wieku
ponownie stał się kościołem rzymskokatolickim. Sto lat później powstał kompleks
zabudowań klasztornych dla ojców misjonarzy, którzy przejęli prowadzenie
parafii w 1727 r. Wraz z kościołem domy zakonne zostały otoczone ozdobnym
murem, którego elementem była brama, zwieńczona figurą św. Michała Archanioła,
prowadząca do kościoła. W XVIII wieku kościół zyskał barokowo-klasycystyczną
fasadę i był wtedy jednym z najpiękniejszych tego typu obiektów na Podlasiu.
Kilka razy w świątyni wybuchały pożary niszczące część wyposażenia. Na
szczęście zniszczenia nie dosięgły kościoła w czasie dwóch wojen światowych.

Cerkiew prawosławna pw. Świętych Piotra i Pawła - stoi na wzgórzu, u zbiegu
ulic Powstania Styczniowego i Bartosza Głowackiego. Pierwotny drewniany budynek
został ufundowany w XV wieku przez Olechnę Kmitę Sudymontowicza. Przez ponad
200 lat, w okresie 1614-1838 był świątynią unicką. W 1866 roku obok drewnianego
wzniesiono budynek murowany. Kilkanaście lat później, u podnóża wzniesienia, na
którym stała cerkiew, wzniesiono bramę wejściową, nad którą umieszczono obraz
Świętej Trójcy. W cerkwi znajduje się neorenesansowy, wykonany w Grodnie
ikonostas.

Synagoga - dawna bożnica - wzniesiona w latach 1797-1801, miała być
zadośćuczynieniem księżnej Jabłonowskiej wobec gminy żydowskiej. W wyniku
przebudowy miasta siemiatyccy Żydzi stracili bowiem swój cmentarz. Synagoga
została spalona podczas okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej.
Odbudowany w latach 1959-64 obiekt zatracił cechy stylu, jaki nosił pierwotnie.
Przekształcono także wnętrze. Obecnie jest siedzibą Siemiatyckiego Ośrodka
Kultury.

Przyszkółek - Dom Talmudyczny - neobarokowy budynek z elementami modernizmu
został wzniesiony nieopodal synagogi prawdopodobnie w 1900 r. Był użytkowany
przez społeczność żydowską do II wojny światowej. Obecnie znajduje się tu
Miejska Biblioteka Publiczna.

Kaplica cmentarna pw. św. Anny - pochodzi z lat 1826-27, jest budynkiem
wzniesionym na planie prostokąta z kwadratową dwukondygnacyjną wieżą. Kaplica
znajduje się na cmentarzu, prowadzi do niej brama stanowiąca wejście na
cmentarz od ulicy Rogińskiego.

Ewangelicka kaplica cmentarna - klasycystyczna kaplica zbudowana na planie koła
w połowie XIX wieku, ma dwukomorową kryptę. Sklepienie tworzy spłaszczona
kasetonowa kopuła, którą wieńczy latarnia ze świetlikiem. Nie zachowało się
wyposażenie kaplicy. Znajduje się tu teraz galeria sztuki sepulkralnej, gdzie
można zobaczyć krzyże nagrobne wykute niegdyś przez okolicznych kowali. Kaplica
znajduje się w głębi cmentarza, prowadzi do niej brama od strony ulicy
Ciechanowieckiej.

Cmentarz - założony w 1805 r. wielowyznaniowy cmentarz usytuowany jest w
północnej części miasta. W okolicach oraz na samym cmentarzu rozegrała się
jedna z bitew powstania styczniowego, zakończona klęską Polaków. W obrębie
cmentarza znajduje się symboliczny grób poległych powstańców. Można tu także
znaleźć wiele zabytkowych nagrobków mieszkańców Siemiatycz wielu wyznań.

Stary cmentarz żydowski - będący w przeszłości miejscem pochówku mieszkańców
wyznania mojżeszowego. W czasie okupacji wchodził w obręb getta, został
zlikwidowany po deportacji Żydów. Po wojnie rozgrabiony, popadł w ruinę.
Zachowała się brama prowadząca do cmentarza i pojedyncze tablice nagrobne.

Mur kamienny okalający teren pałacu - pochodzący prawdopodobnie z XIII wieku,
otaczał teren zabudowań pałacowych, które zostały zniszczone w XIX wieku. Mur,
wykonany z kamienia polnego, w ostatnich latach został zrekonstruowany.

Oranżeria - jeden z wielu obiektów siemiatyckiego zespołu pałacowego. Z
pierwotnego budynku po powstaniu styczniowym pozostała tylko ruina. Po wojnie
klasycystyczna oranżeria została całkowicie odbudowana według planów z 1860 r.
Obecnie mieści się tu szkoła muzyczna. Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Czas zmienić promocyjne hasło Poznania
promocja Poznania, święte krowy i...
jest takie powiedzenie, że kto ma krótką pamięć, to musi mieć twardą
d..ę. Redakcja gazety wyborczej zapomniała jaki miała udział w
>pyrlandyzacji< Poznania. Wystarczy przypomnieć akcje związane z
tworzeniem maskotki >pyrusia< w latach 2000-2001, tego wykwitu
pomysłowości Pana Lecha Łangowskiego.

Działania redakcji /zgodne z linią właścicieli pisma, dążących do
UNIfikacji świata/ nie dopuszczały budowania wspólnoty mieszkańców w
oparciu o tradycję znakow heraldycznych, którą można było dopiero
przywrócić po 1990 roku. Także propozycja medalu, z wizerunkiem
pieczęci Miasta, dołączonego do każdej gazety, którego cena
realizacji dla wydania miejskiego (nakład 40.000 egz.) nie
przekraczała 2,44 zł. zł, a próba pakowania w Pile została dokonana
przez autora pomysłu, nie znalazła zainteresowania podczas
przygotowań do 750 lecia Miasta Poznania i pozostała bez
odpowiedzi...

Pan Kaczmarek, Grobelny, Kayzer i spółka, zainteresowani byli
tworzeniem obrazu miasta jako Koziołkowa a nie królewskiego
Poznania. No może jeszcze Bamberkowa i Stolicy Pyrlandii. I w tym
dzielnie sekundowała gazeta wyborcza. Kto jeszcze pamięta wojaże
Pana Kayzera do Posen z tablicą, z inspiracji GW w ślad za
zwiedzającymi USA dziennikarzami GW i tytuły w gazecie >pyra pod
orłem<?

Pan Grobelny przestrzegał podczas uroczystości wprowadzenia herbu
Powiatu Poznańskiego, przed nadmiernym stosowaniem herbu z
postaciami świętych. Sam, do czasu pojawienia się hasła > Poznań. Tu
warto żyć< herb naklejał Poznania tylko na skarbonie stawianej przed
Ratuszem dla zbierania datków, by >świętości nie szargać<.

Rngrafem z herbem Miasta też ani Prezydent Kaczmarek, ani
Przewodnicząca Rady Miasta, Pani Rotnicka, nie byli zainteresowani.
Ale gdy w salonie CiM dostrzegł ryngraf Just i przerobił go na logo
udające złotą sztabę, to już było wszystko OK. Świętość nie
przeszkadzała w reklamie Obligacji Miasta Poznania z hasłem >Poznań
gwarantuje zysk<. Cóż. Święty Piotr i Paweł wywodzili się z nacji
zajmującej się w Europie bankowością i biciem monety, więc mogą być
przekonywującym argumentem świadczącym o zyskach nabywców obligacji,
ale po co w to mieszać Orła?

Panu Kaczmarkowi, Grobelnemu, tak jak innym w tym mieście znawcom,
nie przeszkadza umieszczenie nad herbem miasta zygzaku MPK, na
środkach masowej komunikacji...

Pojawienie się tego >spinacza< ma też swą ciekawą historię. Był to
wynik konkursu ogłoszonego przez Biuro promocji Miasta, do którego
MPK przygotowało całą historię tradycji znaku MPK, dając tym samym
do zrozumienia, że oczekuje odpowiedzi w tym duchu. I co robi jury
pod przewodnictwem Rektora ASP Pana Wojciecha Mulera? Wybiera znak
wzorowany na logo kolei portugalskich. Po co babrać się w tradycji,
ważna jest NOWOCZESNOŚĆ.

Jak fakt naruszenia regulaminu konkursu tłumaczył lider poznańskiego
podziemia walki o Boga, prawdę i demokrację, Juliusz Kowalski,
sekretarz konkursu? Cytuję z Jego pisma skierowanego do Prezydenta
Miasta Poznania, przesłanego do mojej wiadomości: > Prawo do
interpretowania założeń regulaminu konkursu należy jednak do do
jury, dlatego sądzę, że jakakolwiek dyskusja nad jego decyzjami, są
/.../ nie do przyjęcia.<

A co mówił Regulamin konkursu? >>Podstawowym założeniem
obowiązującym w konkursie jest koniecznośc nawiązania do znaku
historycznego, jego struktury i podstawowych elementów. Nowy znak
powinien być wyrażony współczesnym językiem graficznym. Materiały
historyczne w załączeniu.<<

Historia promocji Miasta Poznania to także hasło: >Poznań gra fair<
i jego forma graficzna jak z przedszkola, także dwa kożle rogi,
wpisane w napis Poznań, seria bilbordów z hasłem >Poznań miasto
warte Poznania< w tak nie atrakcyjnej oprawie graficznej, że
skutecznie odbierało chęć poznawania...

Nowych pomysłów, jak to opisali przedmówcy, brak. A i ze starymi,
wręczanymi pod postacią Honorowych Kluczy Miasta, też będą za chwilę
kłopoty, bo Miasto nie było zainteresowane nabyciem praw autorskich
do projektu, a klucze wykonane przez autora, za chwilę się
skończą...


Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu
X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu - cd
Etyki nie ma prawie nigdzie. O pomysł, żeby religia była na pierwszej lub
ostatniej lekcji, tak, aby nie chodzący na nią uczniowie nie musieli siedzieć
na korytarzu – Kościół zrobił awanturę tak wielką, iż władze oświatowe
skwapliwie się z tej idei wycofały. W ustawach okołokonkordatowych
postanowiono, że stopnie z religii nie będą wpisywane na świadectwa. W
praktyce jednak, w bardzo wielu szkołach, zwłaszcza na prowincji
– po prostu się je wpisuje. I kto ma odwagę zaprotestować?
l "Kompetentna władza kościelna mianuje i odwołuje nauczycieli religii",
ale "przysługują im prawa i obowiązki na równi z innymi nauczycielami". W
konkordacie stoi, iż w sprawach treści nauczania i wychowania religijnego
nauczyciele podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a "w innych
sprawach przepisom państwowym". Jak jest naprawdę – opisaliśmy w
tekście "Wielka nadzieja czarnych", gdzie ksiądz-paker, napierdalający dzieci
podczas lekcji religii, zawieszony przez dyrektorkę po tym, jak katecheza
wywołała u jednego z uczniów wstrząs mózgu – został po interwencji biskupa
odwieszony przez Komisję Dyscyplinarną przy wojewodzie.
l "Papieskie akademie, katolickie uniwersytety oraz wydziały filozoficzne i
teologiczne są subwencjonowane przez państwo na równi z innymi wyższymi
uczelniami państwowymi". W konkordacie wprost mowa o KUL i PAT, a potem
czytamy, iż "państwo rozważy udzielanie pomocy finansowej" innym teoszkołom. W
prak-tyce za kształcenie katolickich pretorian płacimy w Warszawie (za dwie
szkoły), Katowicach, Opolu, Toruniu, Poznaniu, Olsztynie.
l "Stowarzyszenia katolickie nie podlegają prawu państwowemu o
stowarzyszeniach". W konkordacie wpisano, iż "jeżeli te zrzeszenia poprzez swą
działalność wkraczają w sferę uregulowaną w prawie polskim, podlegają także
temu prawu". Myślicie, że to kompromis? To poczytajcie ustawę o
stowarzyszeniach. Stoi w niej jak byk: "Przepisom ustawy nie podlegają: 1)
organizacje społeczne działające na podstawie odrębnych ustaw lub umów
międzynarodowych, których Rzeczpospolita Polska jest stroną (w tym także
konkordatu); 2) kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich osoby prawne; 3)
organizacje religijne, których sytuacja prawna jest uregulowana ustawami o
stosunku państwa do kościołów i innych związków wyznaniowych, działające w
obrębie tych kościołów i związków".
l "Kościół ma prawo do posiadania i używania własnych środków społecznego
przekazu (...) na zasadach określonych umową między kompetentnymi władza-mi
państwowymi i kościelnymi". W konkordacie zasady te mają być już "określone w
prawie polskim". Historia Radia Maryja wykazuje, że żadne prawo polskie nie
podskoczy, gdy Kościół chce ewangelizować medialnie.
l "Kościół może urządzać publiczne zbiórki", kropka. W konkordacie jest już
łagodzący zapis, iż "przepisy prawa polskiego o zbiórkach publicznych nie mają
zastosowania do zbierania ofiar na cele religijne, kościelną działalność
charytatywno-opiekuńczą, naukową, oświatową i wychowawczą oraz utrzymanie
duchownych i członków zakonów, jeżeli odbywają się w obrębie terenów
kościelnych, kaplic oraz w miejscach i okolicznościach zwyczajowo przyjętych w
danej okolicy i w sposób tradycyjnie ustalony". Ten, kto wspomni choćby
historię świadectw udziałowych zbieranych przez Rydzyka – wie, który zapis
wszedł w życie.
Właściwie jedynym zapisem, którego czarnym jak dotąd nie udało się
przeforsować – jest art. 9 dotyczący świąt. Zgodnie z nim wolne od pracy miały
być także dni święta Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia Pańskiego,
świętych Piotra i Pawła oraz święta Niepo-kalanego Poczęcia Najświętszej Maryi
Panny.
No ale w końcu na jakiś kompromis Kościół musiał pójść, prawda? W końcu Polska
nie jest państwem wyznaniowym.
Ależ skąd.
Autor : Agnieszka Wołk Łaniewska
Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu
Gość portalu: camrut napisał(a):

> Etyki nie ma prawie nigdzie. O pomysł, żeby religia była na pierwszej lub
> ostatniej lekcji, tak, aby nie chodzący na nią uczniowie nie musieli siedzieć
> na korytarzu – Kościół zrobił awanturę tak wielką, iż władze oświatowe
> skwapliwie się z tej idei wycofały. W ustawach okołokonkordatowych
> postanowiono, że stopnie z religii nie będą wpisywane na świadectwa. W
> praktyce jednak, w bardzo wielu szkołach, zwłaszcza na prowincji
> – po prostu się je wpisuje. I kto ma odwagę zaprotestować?
> l "Kompetentna władza kościelna mianuje i odwołuje nauczycieli religii",
> ale "przysługują im prawa i obowiązki na równi z innymi nauczycielami". W
> konkordacie stoi, iż w sprawach treści nauczania i wychowania religijnego
> nauczyciele podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a "w innych
> sprawach przepisom państwowym". Jak jest naprawdę – opisaliśmy w
> tekście "Wielka nadzieja czarnych", gdzie ksiądz-paker, napierdalający dzieci
> podczas lekcji religii, zawieszony przez dyrektorkę po tym, jak katecheza
> wywołała u jednego z uczniów wstrząs mózgu – został po interwencji biskup
> a
> odwieszony przez Komisję Dyscyplinarną przy wojewodzie.
> l "Papieskie akademie, katolickie uniwersytety oraz wydziały filozoficzne i
> teologiczne są subwencjonowane przez państwo na równi z innymi wyższymi
> uczelniami państwowymi". W konkordacie wprost mowa o KUL i PAT, a potem
> czytamy, iż "państwo rozważy udzielanie pomocy finansowej" innym teoszkołom.
W
> prak-tyce za kształcenie katolickich pretorian płacimy w Warszawie (za dwie
> szkoły), Katowicach, Opolu, Toruniu, Poznaniu, Olsztynie.
> l "Stowarzyszenia katolickie nie podlegają prawu państwowemu o
> stowarzyszeniach". W konkordacie wpisano, iż "jeżeli te zrzeszenia poprzez
swą
> działalność wkraczają w sferę uregulowaną w prawie polskim, podlegają także
> temu prawu". Myślicie, że to kompromis? To poczytajcie ustawę o
> stowarzyszeniach. Stoi w niej jak byk: "Przepisom ustawy nie podlegają: 1)
> organizacje społeczne działające na podstawie odrębnych ustaw lub umów
> międzynarodowych, których Rzeczpospolita Polska jest stroną (w tym także
> konkordatu); 2) kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich osoby prawne; 3)
> organizacje religijne, których sytuacja prawna jest uregulowana ustawami o
> stosunku państwa do kościołów i innych związków wyznaniowych, działające w
> obrębie tych kościołów i związków".
> l "Kościół ma prawo do posiadania i używania własnych środków społecznego
> przekazu (...) na zasadach określonych umową między kompetentnymi władza-mi
> państwowymi i kościelnymi". W konkordacie zasady te mają być już "określone w
> prawie polskim". Historia Radia Maryja wykazuje, że żadne prawo polskie nie
> podskoczy, gdy Kościół chce ewangelizować medialnie.
> l "Kościół może urządzać publiczne zbiórki", kropka. W konkordacie jest już
> łagodzący zapis, iż "przepisy prawa polskiego o zbiórkach publicznych nie
mają
> zastosowania do zbierania ofiar na cele religijne, kościelną działalność
> charytatywno-opiekuńczą, naukową, oświatową i wychowawczą oraz utrzymanie
> duchownych i członków zakonów, jeżeli odbywają się w obrębie terenów
> kościelnych, kaplic oraz w miejscach i okolicznościach zwyczajowo przyjętych
w
> danej okolicy i w sposób tradycyjnie ustalony". Ten, kto wspomni choćby
> historię świadectw udziałowych zbieranych przez Rydzyka – wie, który zapi
> s
> wszedł w życie.
> Właściwie jedynym zapisem, którego czarnym jak dotąd nie udało się
> przeforsować – jest art. 9 dotyczący świąt. Zgodnie z nim wolne od pracy
> miały
> być także dni święta Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia Pańskiego,
> świętych Piotra i Pawła oraz święta Niepo-kalanego Poczęcia Najświętszej
Maryi
> Panny.
> No ale w końcu na jakiś kompromis Kościół musiał pójść, prawda? W końcu
Polska
> nie jest państwem wyznaniowym.
> Ależ skąd.
> Autor : Agnieszka Wołk Łaniewska



Z czerwonymi ścierwami camrutami precz !!!
Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Watykan z nogi na nogę
Watykan z nogi na nogę
www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=736
Nie myśl. Jeżeli myślisz – nie mów.
Jeżeli mówisz – nie pisz.
Jeżeli piszesz – nie podpisuj.
Jeżeli myślisz, mówisz, piszesz i podpisujesz – nie bądź zaskoczony.
Ta uświęcona zasada przetrwania w Watykanie, podobnie jak wiele innych
podwalin potęgi Kościoła, może nie przetrwać pontyfikatu J.P. 2. Watykańscy
oficjele i zwykli pracownicy mówią coraz częściej i coraz głośniej: Wojtyła
musi odejść.
Jeśli ktokolwiek za Spiżową Bramą miał choćby cień nadziei na ustąpienie Jana
Pawła II, to po homilii wygłoszonej przezeń z okazji święta Piotra i Pawła
musiał się go wyzbyć.
Papież zamierza sprawować swój urząd aż do śmierci. Opieram tę opinię na
źródłach pewnych – napisał w "Corriere della Sera" Vittorio Messori, biograf
papieża.
– Zgroza! Horror! – szeptano po kątach watykańskich dykasterii, a egzemplarze
"Corriere" krążyły z rąk do rąk.
Dla wszystkich w Watykanie było oczywiste, że mamy do czynienia z celowym
przeciekiem informacji z Apartamentów Prywatnych Jego Świątobliwości.
Nieliczni monsignorowie próbowali jeszcze pocieszać się mówiąc: "Gdyby to
była prawda, ogłosiłby ją Przystojniak" (tak nazywają tu Joaquino Navarro
Vallsa, oficjalnego, lecz pozostającego ostatnio w niełasce, rzecznika
prasowego Watykanu). Ale i tym, doprawdy nielicznym, pociechy wystarczyło
ledwie na kilka godzin: od ukazania się gazety do wystąpienia papieża, który
powiedział, że święci Piotr i Paweł "po wielu próbach, także tych grożących
śmiertelnym niebezpieczeństwem, z pomocą Boga doprowadzili do końca swoją
misję apostolską".
Nie ma zwyczaju pisać w Polsce o tym, że radujący rodaków swym długim
trwaniem pontyfikat wywołuje u wielu watykańskich monsignorów odruchy
zniecierpliwienia, niechęci, a w miarę nasilania się widocznych oznak upadku
sił papieża także niesmaku.
Przeciętny wierny nie uświadamia sobie, że Stolica Apostolska to dla tysiąca
zatrudnionych w niej osób przede wszystkim miejsce pracy. I awansu. Dotyczy
to szczególnie kurialistów, a więc duchownych. Większość z nich skutkiem
celibatu "realizuje się" głównie w pracy. I poprzez związaną z nią władzę.
Nie przygotowują dzieci do komunii, nie pocieszają chorych i uwięzionych, nie
wspomagają ubogich, nie spowiadają i nie chrzczą. Kuria Rzymska bowiem, jak i
pozostałe watykańskie instytucje centralne, to nic innego jak kościelny
odpowiednik zespołu ministerstw. Tutejsi urzędnicy po prostu urzędują. Od
swoich cywilnych kolegów różnią się tym, że noszą koloratki i odmawiają
brewiarz.
Ponieważ liczba etatów jest względnie stała, a zwolnień z powodu nieudolności
czy zaniedbań praktycznie nie ma, istnieją tylko dwie drogi awansu. Albo na
miejsce swego zwierzchnika, gdy ów awansuje lub przejdzie na emeryturę, albo
też "na delegacji", czyli na stanowisko nuncjusza.
Szanse awansu zależą głównie od tego, czy i na ile dany monsignore
partycypuje w układzie. Układy mają swe źródła w więzach z czasów wspólnych
studiów, wynikają z pochodzenia z tego samego regionu (bardzo istotne pośród
kurialistów – Włochów), kraju czy choćby kultywowania tego samego hobby, by
pominąć milczeniem preferencje seksualne. Notabene, żartowano sobie w
Watykanie opowiadając, że gdy Zenon Grocholewski, zapalony kolekcjoner
znaczków pocztowych, został kurialną szychą, 90 proc. podwładnych kardynała
wyznała mu natychmiast swoje długoletnie, acz skrywane zamiłowanie do
filatelistyki.
Generalnie rzecz biorąc, pojawienie się papieża Polaka było dla mocno
zitalianizowanej kurii wstrząsem, a co najmniej zdarzeniem przyjętym z
ogromną rezerwą. Bo, pomijając inne względy, z "papieżem z dalekiego kraju"
nie był nikt w układzie. I chyba nie jest.
Jana Pawła II otaczają w Apartamentach Prywatnych, o których papa mówi "u
mnie w domu", Polki i Polacy. Poczynając od prowadzących dom zakonnic z
Krakowa (jedna z nich jest z wykształcenia pielęgniarką) poprzez
towarzyszących mu w niedzielnych obiadach kardynałach i biskupach
Polakach (z wyrafinowanym ongiś smakoszem kardynałem Deskurem na czele), aż
po towarzyszącego mu cały dzień don Stanislao. A jeśli już papież śpiewa z
kimś unisono przy imieninowym stole, to tylko z Jerzym Klugerem. Ten
przyjaciel z dzieciństwa to jednak też nie Włoch, lecz Żyd.
O tym właśnie otoczeniu kurialiści z przekąsem powiadają "polska kuria bis".
Albo "paralleica" – paralelna. Szczególną niechęć wielu – skrywaną za
uniżonością – budzi don Stanislao, czyli biskup Stanisław Dziwisz, papieski
sekretarz. Dziwiszowi przypisywane są cechy iście makiawelskie, za plecami
tytułowany jest nieraz "Jego Emanacją"... Że niby emanuje władzą papieską
ponad miarę przypisaną do funkcji. Wynika to, jak się wydaje, nie tyle z
żądzy władzy u biskupa, ile z niechęci papieża do watykańskich pocedur
biurokratycznych.
Hermetyczny – także ze względów językowych – polski krąg wokół papieża
drażni. – Następny papież-Polak? Czemu nie? Najwcześniej za pięćset lat! –
mówią w Watykanie.
Trwanie na urzędzie tego papieża to odsunięcie w czasie, a w przypadku
kardynałów dobiegających osiemdziesiątki – pozbawienie szans na udział w
konklawe. Odsunięcie nadziei ich pupilów, którzy objęliby najważniejsze
stanowiska w dykasteriach, nadziei ekscelencji, które mogłyby zostać
eminencjami, i monsignorów, którzy mogliby zostać ekscelencjami. Bo zawsze
nowy papież to sięgnięcie po nową talię. W talii, którą posługuje się obecny,
role już rozdzielono.
Ale są w kurii, i nie tylko tu, także liczni zadowoleni. Ci, którzy mają
pewność, że póki tego pontyfikatu, póty nie będzie komunii dla
rozwiedzionych, kapłaństwa kobiet, zniesienia celibatu, zgody na prezerwatywy
i wielu, wielu innych.
Autor : Krzysztof Lis Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: "Wstańcie, chodźmy!" Jana Pawła II
>odpychają mnie Twoje odpowiedzi.
Rozumiem Cie doskonale. Gdybym czytal swoje wypowiedzi powiedzmy 10 lat temu, mialbym
prawdopodobnie dokladnie te same odczucia.

>O co Ty walczysz?
Postaram sie wyjasnic to najlepiej jak potrafie. Moznaby to podsumowac tym, ze walcze z
klamstwem. My, jako ludzie na poczatku zostalismy cynicznie oszukani, uwierzylismy klamstwu,
czego konsekwencje ponosimy do dzis i nadal temu klamstwu wierzymy.

>Do czego chcesz na przekonać? Do wiary? Nie ma potrzeby.
Nie, nie probuje Was przekonac do wiary. Potrzeba moze by i byla ale nie ma mozliwosci. Ja nie
mam takiej mozliwosci.

>Do praktyki? To byłaby bezczelność.
Do praktyki? Po co? Zeby bylo pare wiecej religijnych osob na tym swiecie? Uwazam, ze jest ich
wystarczajaco duzo.

>Do literalnego odczytania pisma? To w ogóle bez komentarza.
Dlaczego bez komentarza? Przeciez nie mowie, ze cale Pismo nalezy traktowac doslownie, ale
ze nie jest ono czysta alegoria o jakims rozmytym i niewielkim znaczeniu. Zanim dojdziemy do
zrodla tego klamstwa, o ktorym mowie, nalezy zauwazyc, ze jest jedna agencja na tym swiecie,
ktorej zywotnym interesem jest, zeby to klamstwo podtrzymac. Biblia poswieca wiele uwagi (w
jak najbardziej negatywnym swietle) tej instytucji w przepowiedniach, dlatego nie ustaja wysilki
z jej strony zeby znaczenie przepowiedni uczynic jak najbardziej niezrozumialym, i w rezultacie
uczynic cala Biblie alegoria, tzn. dzielem literackim bez wiekszej wartosci, na poziomie
porownywalnym do Harry'ego Pottera. Bedac od ca. szesnastu wiekow pod wplywem tej
instytucji, czy to takie dziwne, ze w wiekszosci myslimy tak jak nam podyktowala? Wydaje nam
sie, ze jestesmy tacy oryginalni, ze mamy taka swobode myslowa, a w istocie nie zdajemy sobie
nawet sprawy, ze wierzymy dokladnie w to, co chce zebysmy wierzyli. Mowisz: "To ja ci powiem:
katolicyzm ma się nijak do Biblii i nijak do wiary mym zdaniem." To ja Ci powiem: zgadzam sie
w tym z Toba calkowicie. Ich taktyka jest wprost genialna. Podaja sie za reprezentantow Boga,
tak wiec jesli sie z nimi zgadzasz, podazasz za falszywym obrazem Boga - punkt dla nich. Z
drugiej strony, jak dochodzisz do wniosku, ze cos jest nie tak z ich nauka, odrzucasz ja, a wraz
z nia Boga, bo jesli oni zaprzeczaja samym sobie i rzekomo opieraja sie na Biblii, to znaczy, ze i
Biblia jest wewnetrznie sprzeczna i Bog sobie zaprzecza - tak czy inaczej punkt dla nich. Tak
wiec zachowujac pozory religijnosci, trwaja uparcie w bledzie, zeby ugrac cos na obu frontach.

Wierze, ze Bog pozwolil mi wyjsc z tego blednego kola. Pragne, zebyscie nie przyjmowali za
pewnik, ze Biblia jest alegoria, tylko, zebyscie przyjeli mozliwosc, ze jest przeslaniem od Boga,
ktore miejscami jest doslowne a miejscami symboliczne, ktore jest spojne i ma perfekcyjny
sens. Pomimo totalnego pomieszania opinii na temat Biblii, chce zebyscie wiedzieli, ze mozna w
niej odnalezc sens bez uciekania w alegorie. Nie licze na to, ze sie ze mna zgodzicie, a
przynajmniej nie natychmiast, bo zeby sie o tym przekonac potrzeba czasu, pragne zachecic
Was do studiowania i poszukiwania prawdy. I zebyscie nie robili tego na wlasna reke, bo od
Boga pochodzi to Slowo i Bog rowniez daje zrozumienie i prowadzi do prawdy. Ze swojego
punktu widzenia moge powiedziec tak, daje Wam do reki pudelko puzzli skladajace sie z
wielkiej liczby kawalkow. Nie ulozylem calego obrazu, ale w wiekszosci to, co widze uklada sie
w bardzo piekny obraz. Tak wiec namawiam Was, zebyscie sprobowali i zobaczyli sami. Za
kazdym razem gdy sie do tego zabieracie proscie Boga o przewodnictwo. I nie mowcie, ze
jestem zarozumialy, tylko sprobujcie i sie przekonajcie, ze rzeczywiscie ten obraz tam jest.

A wracajac do zrodla klamstwa, istnialo ono zanim zostal stworzony czlowiek. Dotyczy ono
charakteru Boga. Bog jest miloscia, zostal pomowiony o egoizm. Bog jest zupelnym dobrem,
zostal oskarzony o zlo tego swiata. Bog jest sprawiedliwy, zostal posadzony o arbitralne
decyzje. Bog jest prawda, a mowia ze klamie. Po stworzeniu czlowieka klamstwo dotarlo na
ziemie. Szatan: "Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego
ogrodu? Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą
się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło."

Bog: "Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa
poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz." vs.
Szatan: "Na pewno nie umrzecie!"

"Na pewno nie umrzecie!". Wasza dusza jest niesmiertelna. "Na pewno nie umrzecie!" Cialo
umiera ale dusza idzie prosto do nieba. "Na pewno nie umrzecie!" Przeciez Maryja na was tam
czeka. "Na pewno nie umrzecie!" I swiety Piotr i Pawel. "Na pewno nie umrzecie!" Wystarczy, ze
sie do nich bedziecie modlic. "Na pewno nie umrzecie!" Bog was ogranicza, ja wam dam
wolnosc. "Na pewno nie umrzecie!" Jego slowa to alegoria.

Wszystko sie sprowadza do tego komu wierzymy. Bardzo pragne, zeby jak najwiecej ludzi
odrzucilo te klamstwa i zeby zwiazalo sie z Tym, ktory mowi prawde i jest miloscia.

>gdybym chciała polemizować z Tobą w szczegółach, byłoby tego mnóstwo.
Z ktorym szczegolem mnie chcialabys polemizowac? Przeciez jestem, to fakt. Jutro moze mnie
nie byc a pojutrze moge znowu byc. Od Boga to zalezy.

> A co powiesz na to, że bóg to ciemności i zatracenie, i pustka i otchłań, i
> zło, czyli wszystko, w co nas wrzucił? Nie trafia, bo pismo tego nie mówi? Ależ
> mówi, mówi, trzeba tylko uważnie czytać.
No widzisz, powtarzasz to klamstwo, byc moze nawet nieswiadomie.

>Nawróć się, Free...
Na co? Mam zawrocic z obranej drogi prawdy? Przenigdy! Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Gruzja – Sakartvelo – Georgia RESTITUTA
Gruzja – Sakartvelo – Georgia_______Kaukaz.net
Wśród wielu podanych linków o Gruzji i Kaukazie podałem bardzo ciekawy adres -
Kaukaz.net ludzie, kultura, nauka.
Autorkami są : Iwona Kaliszewska i Karolina Dulęba
Jest w nim jeden z artykułów, dla Polaków niezwykle interesujący.
Nie wiem jak to się stało, że dopiero teraz, z dużym zainteresowaniem go
przeczytałem./Prawdą jest, że jeszcze nie zdołałem otworzyć wszystkich linków,
w różnych gruzińskich adresach/.
Autorka pisze w nim o ciekawych tradycjach Gruzinów, również tych, o polskich
nazwiskach.
Wielu z Nich czuje więź z Polską, którą dopiero teraz, mogą powoli poznawać.
Wybaczcie proszę, że pewien fragment zacytuję

Patrycja Prześlakiewicz

KULTURA GRUZIŃSKA O POLSKOŚCI

/ ... /

Obraz Polaków w oczach mieszkańców Gruzji południowej


"Utożsamianiu się z "polskością" współczesnych mieszkańców Achalciche sprzyja
pozytywny obraz Polaka, jaki obecnie panuje w Gruzji i zna go większość
Gruzinów. Polacy identyfikowani są z cywilizacją europejską, która dzięki ich
wybitnym zasługom trafiła do Gruzji. Jura Kuzniecow: "Wszyscy Polacy byli
wykształceni. I Europa, i cywilizacja była tam... Car Rosji bardzo bał się ich,
dlatego ich tutaj zesłał. Z nimi związana była cywilizacja. Zawsze mądrych
ludzi trzymali w klatkach, żeby ich głos nie mógł trafiać do prostych
ludzi."(wyw. nr 4).

Tak więc Polacy są narodem wykształconym, mądrym. Wszystko co zostało mądrze
zbudowane w Gruzji jest dziełem polskich specjalistów. Merab Modebadze: "Poza
tym oni byli bardzo mądrym narodem. Jeśli coś tutaj zbudowane jest mądrze to
zbudowali to Polacy. W Gruzji, w Achalciche. Byli bardzo wykształceni -
inżynierzy. Oni mieli inżynierię kolei żelaznych."(wyw. nr 16). Polacy, którzy
przybyli do Gruzji nie byli zwykłymi ludźmi. Byli mistrzami we wszystkim, czym
się zajmowali. Ciekawą historię na ten temat przypomniała Guliko Koperska. Otóż
Polacy mieszkający w Kutaisi wykonywali tak piękne i oryginalne guziki, że w
języku gruzińskim przyjęła się nazwa "Polaki" na guziki. Do stereotypu Polaka
należy również przekonanie, iż polskie nazwiska kończą się na ski, ska. Poza
tym naród polski tworzą osobnicy wysocy i jasnowłosi. Awtandil Maron: "Mówią,
że jest to bardzo gościnny naród...bardzo dobry naród, wysoki, piękny."(wyw. nr
22). W czasie wizyty u rodziny Koperskich rozmówcy wskazywali na wygląd jednej
ze swoich córek, który miał świadczyć o jej polskich korzeniach. Odcinała się
od otoczenia jaśniejszą cerą i włosami. / ... / Tylko nieliczni ludzie, z
którymi rozmawiałam, kojarzyli Polaków z wyznaniem katolickim. Większość
dowiadywała się dopiero w czasie naszego spotkania o tym, że katolicyzm jest
dominującą religią w Polsce. Wydaje się, że taka sytuacja wynika po części z
zakazów, jakimi obłożone zostały wszelkie przejawy religijności w czasie rządów
komunistów w Gruzji. Poza tym w ciągu XIX i XX wieku (zwłaszcza) wśród
inteligencji gruzińskiej panowało podejście do spraw wiary, które
charakteryzowało duże przywiązanie i szacunek dla religii przodków, połączony
ze sceptycyzmem i dystansem. Mimo to kościoły rzymsko-katolickie w Gruzji
często bywają nazywane kościołami polskimi, w szczególności kościół świętych
Piotra i Pawła w Tbilisi. / ... / Specyficzną cechą stereotypów na temat
Polaków jest to, że Gruzini i współcześni potomkowie polskich przybyszów
utożsamiają Polaków z pozytywnymi cechami, które charakteryzują również naród
gruziński. Bardzo często podkreślają podobieństwo losów historycznych i
zbieżność charakterów. Tengiz Poniatowski: "Ludzie dobrzy, zdolni. Kochają
swoją rodzinę, niezależność i lubią wszystkich ludzi. Tak samo jak Gruzini.
Bardzo gościnni."(wyw. nr 2). Nodari Poniatowski uzupełnia wypowiedź
brata: "Gruzini i Polacy to sławne narody, wielkie, odważne. Połowa pułkowników
w Rosji była Polakami."(tamże). Prawie wszyscy ludzie, z którymi zetknęłam się
w Gruzji, a więc nie tylko potomkowie Polaków powtarzali powyższe opinie
o "starych przyjaciołach Polakach". Większość rozmówców powtarzała, że bardzo
lubi i szanuje Polaków. Przybysze z Polski zawsze robią na nich dobre wrażenie.
Tina Kiknadze i matka Guliko Koperskiej "rodowite" Gruzinki, z powodu wielkiej
sympatii i przyjaźni do Polaków wstąpiły do Związku Polaków Południowej Gruzji.
W pełni popierają działalność Nodara Poniatowskiego. Odnalezienie w rodzinie
babci, kuzynki, żony, nawet najdalszej krewnej, która posiada pochodzenie
polskie stanowi dzisiaj dla Gruzinów powód do wielkiej dumy i honoru. Wydaje
się, że jest to jeszcze jeden powód, dla którego potomkowie Polaków pragną
odtworzyć więź z ojczyzną przodków. Przejawy sympatii i szacunku do Polaków
spotykały mnie na każdym kroku w Gruzji. Prawie zawsze polskie pochodzenie
otwierało domy i serca gruzińskie".

www.kaukaz.net/artykuly/gruzja_art1.html

Pozdrawiam. Witek

Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Rumuńska radość śmierci
Obawa o los duszy w zaświatach powoduje, że przez pierwsze trzy doby po śmierci
nieboszczyk jest dzień i noc pilnowany przez krewnych, znajomych i sąsiadów.
Bez takiej warty u wezgłowia zmarłego mogłoby się bowiem zdarzyć, że jego duszę
porwałyby złe duchy. Dlatego najbliżsi za swój obowiązek uważają czuwanie przy
nim. Żeby zaś nocą nie zasnąć, najlepiej jest się czymś zająć. Etnograf Tiberiu
Graur zebrał ponad 60 różnych gier, którym oddają się nocami strażnicy
nieboszczyków. Pewien góral ze wsi Satu Lung w Transylwanii przyznał mi się, że
kiedy nie mieli czwartego do brydża, to wyjęli go z trumny.

Wesoły Cmentarz

W Rumunii znajduje się jedyny w Europie Wesoły Cmentarz (Cimitirul Vesel). W
wiosce Sapinta w okręgu Maramuresz ręcznie rzeźbione krzyże i nagrobki na
przycerkiewnym cmentarzu pokryte są kolorowymi, świecącymi w słońcu malowidłami
przedstawiającymi sceny rodzajowe z życia zmarłych. Rozpoznać na nich możemy
milicjantów, lekarzy, kierowców, krawcowe, nauczycielki, sprzedawczynie. Pod
każdym obrazkiem znajduje się wierszowane epitafium. Z nagrobka 23-letniego
Dioki Surdu, którego na malunku wychylający się zza chmury Pan Bóg uderza
batem, dowiedzieć się możemy, że zginął od uderzenia pioruna, kiedy pracował w
polu.



"Wesoły cmentarz" w wiosce Sapinta - śmierć nie musi być ponura




Inny portret nagrobny przedstawia smutnego osobnika siedzącego ze zwieszoną
głową przy stole, na którym stoi butelka wódki. Epitafium głosi: I ja też
człowiekiem byłem,/ Lecz na śmierć się zapiłem./ Gdy mnie żona opuściła,/ To
mnie wóda utuliła./ Patrzcie, dobrzy przyjaciele/ I nie róbcie tak jak ja,/ Bo
papieros i alkohol/ Zepchną was do dna./ Nie gniewaj się na mnie/ Matko droga./
Módl się za moją duszę/ Do Pana Boga.

Wszystkie nagrobki na cmentarzu są dziełem zmarłego przed ćwierćwieczem artysty
ludowego Iona Stana Patrasa oraz jego ucznia Dumitru Popa, który do dziś
kontynuuje pracę mistrza. Rzeźbiarz, malarz i poeta w jednej osobie opowiada,
że okoliczni mieszkańcy nie boją się śmierci, ponieważ są jej dłużnikami. - Oni
po prostu wiedzą, że życie zostało im pożyczone, dlatego muszą je oddać. Oni
się boją czegoś innego... Boją się... napisów na swoich grobach - mówi.

Procedura jest następująca: przychodzi rodzina zmarłego, płaci i czeka. Nikt
nie ma wpływu na to, co Dumitru Pop namaluje, wyrzeźbi i napisze na nagrobku.
Ale nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś zaprotestował przeciwko temu, co
zobaczył.

- Muszę śledzić od chwili narodzin aż do momentu śmierci życie około pięciu
tysięcy ludzi w naszej gminie. I gdzieś tam w ich egzystencji muszę znaleźć ten
kluczowy punkt, którego szukam, by wyrazić go na mogile - zwierza się artysta.

Najwybitniejszym rumuńskim rzeźbiarzem był bez wątpienia Constantin Brancusi -
chłop z Karpat, który w 1904 roku zawędrował na piechotę do Paryża. Kiedy w
1936 roku dotarła do niego propozycja z Tirgu Jiu wyrzeźbienia pomnika ku czci
poległych żołnierzy w 20. rocznicę wielkiej bitwy w tym mieście, był już znanym
w świecie twórcą. W ten sposób powstało najbardziej niezwykłe dzieło
przestrzenne XX-wiecznego rzeźbiarstwa. Droga Bohaterów do dziś nie przestaje
zadziwiać krytyków sztuki. Doczekała się już dziesiątków najrozmaitszych
interpretacji historyków kultury i wciąż powstają na jej temat nowe
opracowania. Rumuńscy badacze natomiast wskazują na wyraźną inspirację ludową.

Pierwszy element kompozycji - tajemniczy Stół Milczenia - jest, ich zdaniem,
stołem pomany. Sam kształt kamiennej rzeźby przypomina pusty cokół, który może
symbolizować nieobecność, a raczej niewidzialną obecność biesiadników. Kolejny
element - Brama Pocałunku - nawiązuje do rytuału przejścia, czyli wkroczenia w
inny wymiar rzeczywistości. Nie jest przypadkiem, iż rzeźba włączona została w
oś kompozycyjną, która przebiega przez środek ołtarza pobliskiego kościoła
świętych Piotra i Pawła. Ostatni element dzieła - Kolumna Nieskończoności,
którą sam Brancusi nazywał "schodami do nieba" - przypomina słupy pogrzebowe,
jakie jeszcze do dziś można spotkać w karpackich wsiach rumuńskich. Kiedy czyta
się interpretacje francuskich krytyków, dopatrujących się w owej kamiennej
kolumnie symbolu penisa, przypomina się zdanie Ciorana: "u schyłku życia, w
trakcie którego poznałem wiele krajów i przeczytałem wiele książek, doszedłem
do wniosku, że rację ma rumuński chłop".

Polegli w Tirgu Jiu bezimienni żołnierze pochowani zostali bez tradycyjnych
obrzędów. Nie mieli swojej pomany, nie mieli zwyczajowego pochówku, czyli
prawdziwego przejścia, pod znakiem zapytania stanął los ich dusz po śmierci,
ich "droga do nieba". Stworzony przez Brancusiego kompleks stał się rytualnym
zadośćuczynieniem tym wszystkim brakom.



Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
www.pajacyk.pl
Ignorant
+++ Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście
Wieczne Turystki w Wiecznym Mieście
proszę uprzejmie - odcinek pierwszy.

Ósmego Marca – dzień dla nas tak świąteczny jak ongiś bywało, choć bez
goździka w celofanie. Dzień Wyjazdu ! Nakarmione przez Mamę Hani pożywną
zupką i drożdżowymi rogalikami (reszta rogalików do torby, a jakże !)
ruszamy jak zawsze z hejnałem (no prawie).
Tanie linie lotnicze są wielką radością dla wędrowców, pod jednym wszakże
warunkiem – że nie wyruszasz z Warszawy. W innych miastach, gdzie jest jeden
terminal, wszystkie samoloty z niego startują. W Warszawie zaś jest terminal
o melodyjnej nazwie Etiuda . Dworzec PKS-u w Pcimiu Dolnym to komfort w
porównaniu z ową-że Etiudą. Ciasno, ponuro, siedzieć mogą tylko nieliczni
szczęśliwcy. O wypiciu kawy z odprowadzającymi można zapomnieć, dopiero w
hali odlotów barek z niezłą kawą, ale na stojąco. Cóż, jeśli bilet w obie
strony kosztuje 200 złotych, takie niedogodności da się znieść.
Za to w Rzymie lądujemy na Fiumicino. Z lotniska do miasta jeździ kolejka,
za pół godziny jesteśmy na Stazione Termini. Stamtąd już tylko krótki spacer
do naszego hoteliku. Nasze zamiary wieczornego spaceru spełzają na niczym,
marzy nam się już tylko prysznic i łóżeczko.
Za to rano jesteśmy na nogach już o 7.30 , śniadanko i ruszamy.
Pogoda nie jest może radośnie złoto – błękitnie – wiosenna, ale nie jest
zimno. Za to jak na Rzym można powiedzieć, że jest niemal pusto i to jest
niewątpliwą zaletą podróży o tej porze roku. W wysokim sezonie wszędzie
natrafiałybyśmy na niewyobrażalne tłumy.
Zaczynamy od San Giovanni (czyli Świętego Jana) na Lateranie.
Potężny kościół, niegdyś była to siedziba papieży. Pamiątką po tamtych
czasach są skryte w relikwiarzu nad głównym ołtarzem relikwie najcenniejsze
z cennych – głowy Świętych Piotra i Pawła. Oszałamia bogactwo rzeźb, posadzki
z wielobarwnych marmurów.
Stamtąd już blisko do Koloseum. Okazuje się jednak nie tak blisko, jakby się
wydawało, bo choć idziemy z planem w ręku nagle kręte zaułki wyprowadzają nas
znów na plac przed Świętym Janem. Ale za to po drodze znalazłyśmy San
Stefano Rotondo – najstarszy kościół rzymski w kształcie rotundy, maleńki,
wciśnięty między domy, tylko trochę zatarty napis nad bramą. Są tam piękne
mozaiki i bizantyjskie malowidła, ale musimy uwierzyć przewodnikowi na
słowo, bo świątyńka jest w remoncie.
Dochodzimy wreszcie do stóp Koloseum, ale najpierw wzmacniamy nadwątlone
siły filiżanką niedoścignionego włoskiego cappuccino. Z widokiem na Forum
Romanum smakuje niezwykle.
Koloseum – nie, to nie tu umęczono Ligię. To było w Circus Maximus, dziś już
nieistniejącym. Koloseum powstało za cesarza Wespazjana, następcy Nerona.
Ale i tu, oprócz walk gladiatorów odbywały się spektakle męczeństwa
chrześcijan.
Budowla miała 57 metrów wysokości i 620 metrów obwodu – biorąc pod uwagę
ówczesną technikę to prawdziwy kolos. Ale nazwę wzięło od stojącego opodal
(wtedy, dziś go już nie ma) posągu Nerona.
Obok Łuku Konstantyna i Maksencjusza przechodzimy na Forum Romanum. To jest
miejsce, w którym najbardziej widać, jak bardzo określenie Wieczne Miasto
jest prawdziwe. Forum Romanum to ogromna połać pozostałości rzymskiego
Imperium. Z ruin starożytnych budowli wyrastają kopuły to renesansowych to
znów barokowych kościołów. A przez środek Forum przebiega szeroka, ruchliwa
ulica. I tak te wszystkie epoki nakładają się na siebie, współgrają i
wszystko wygląda tak, jak by tak właśnie być miało, nie ma w tym żadnych
dysonansów.
Po przejściu na drugą stronę Forum dochodzimy do centralnego rzymskiego
placu – Piazza Venezia. Obchodzimy dookoła szkaradny, gigantyczny ni to
pomnik, ni to mauzoleum ni to ołtarz Vittorio Emanuele. Budowla ta nazywana
jest Ołtarzem Ojczyzny, jest z białego marmuru i dopiero patrząc na Rzym z
góry widać jak jest ogromny i jak szkaradny. Ale jest doskonałym punktem
orientacyjnym, widać go z każdego miejsca.
Zaprojektowanymi przez Michała Anioła schodami zwanymi Cordonata wchodzimy
na Plac Kapitoliński, też przez Niego zaprojektowany. Na środku placu kopia
pomnika Marka Aureliusza (na nim wzorowany jest nasz Sobieski przed Pałacem
Prezydenckim) , dwie z trzech budowli po bokach kryją zbiory Muzeów
Kapitolińskich. Już na dziedzińcu ciekawostka – potężna marmurowa głowa,
stopa i dłoń – to pozostałości pomnika cesarza Konstantyna – był tak ogromny,
że zawalił się pod własną wielkością.
Wewnątrz fantastyczne zbiory malarstwa i rzeźb antycznych i renesansowych ,
w tym tak sławne jak Wenus Kapitolińska, Wilczyca karmiąca Romusa i
Romulusa , Umierający Gall, Dyskobol, piękny Spinario , Herkules i
dziesiątki innych.
Mamy już dość wrażeń, wracamy do domu na odpoczynek.
Wieczorem jeszcze jedna atrakcja – Piazza Navona. To taki nocny salon Rzymu,
teraz jeszcze nieco pustawy , latem kłębią się tu tłumy. Na środku sławna
Fontanna Czterech Rzek - cztery rzeźby olbrzymów oparte o wysmukły obelisk
symbolizują Ganges, Dunaj, Nil i La Platę . Wokół Placu eleganckie (bardzo
drogie) restauracje. Siadamy przy stoliku i zamawiamy lody . Tak się piękne
nazywają – tartuffo nero, tartuffo bianco i tiramisu. Smakują równe wspaniale.
Nad Placem świeci bliski pełni księżyc, jakiś uliczny grajek przygrywa na
gitarze. Jest pięknie. Spokojnie i dobrze.
Zasypiamy pełne wrażeń. Jutro Watykan.
Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku



Temat: Urząd Miasta nie zwolnił internetowego trolla
grunt by w papierach wszystko się zgadzało...

>>>STATUT MIASTA POZNANIA
Rozdział I
PRZEPISY OGÓLNE

Art. 1.
Miasto Poznań jest wspólnotą samorządową wszystkich jego
mieszkańców.
/.../

Art. 4.
1. Godło Miasta Poznania przedstawia mur obronny z trzema basztami i
otwartą bramą. Na środkowej, najwyższej baszcie wspiera się tarcza
gotycka z wizerunkiem orła w koronie, na bocznych stoją święci Piotr
i Paweł. Po bokach sześcioramienne gwiazdy, pod nimi półksiężyce. W
bramie ukośnie skrzyżowane klucze i równoramienny krzyż. Całość
zgodna jest z wyobrażeniem na najstarszej znanej pieczęci miejskiej
z 1344 roku. Nad tarczą z wyobrażeniem godła Miasta Poznania
umieszczona jest korona zamknięta.
/.../

Rozdział II
CELE I ZADANIA MIASTA
Art. 7.
Celem działania Miasta jest zaspokajanie zbiorowych potrzeb
wspólnoty oraz umożliwienie pełnego uczestnictwa mieszkańców w jej
życiu. Następuje to poprzez tworzenie i realizację polityki
wszechstronnego rozwoju Miasta oraz dbałość o właściwe
funkcjonowanie organizmu miejskiego.
/.../

Art. 12.
1. Organami Miasta są: Rada Miasta Poznania i Prezydent Miasta
Poznania.

2. Miasto na zewnątrz reprezentuje Prezydent.

....................................

UCHWAŁA NR LXXVI/831/IV/2005
RADY MIASTA POZNANIA
z dnia 30 sierpnia 2005 r.


w sprawie zasad dokonywania okresowych ocen kwalifikacyjnych
pracowników mianowanych Urzędu Miasta Poznania

Na podstawie art. 17 ust. 1 ustawy z dnia 22 marca 1990r. o
pracownikach samorządowych (Dz. U. z 2001r. Nr 142 poz.1593, z
2002r. Nr 113 poz. 984, Nr 214 poz. 1806, z 2005r. 
Dz. U. Nr 10
poz. 71, Nr 23 poz. 192, Nr 122 poz. 1020) i art. 18 ust. 2 pkt. 15
ustawy z dnia 
8 marca 1990r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2001r.
nr 142, poz. 1591, z 2002r. Nr 23, poz. 220, Nr 62, poz. 558, Nr
113, poz. 984, Nr 153, poz. 1271, Nr 214, poz. 1806, z 2003r. Nr 80,
poz. 717, Nr 162, poz. 1568, z 2004r. Nr 102, poz. 1055, Nr 116,
poz. 1203) 
oraz art. 36 ust. 6 załącznika do uchwały nr
X/50/IV/2003 Rady Miasta Poznania z dnia 
18 lutego 2003r. w sprawie
uchwalenia statutu Miasta Poznania, uchwala się, co następuje:

§ 1

Ustala się zasady dokonywania okresowych ocen kwalifikacyjnych
pracowników mianowanych, określone w załączniku do uchwały,
stanowiącym integralną jej część.

§ 2

Wykonanie uchwały powierza się Prezydentowi Miasta Poznania.

§ 3

Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.

(-)
Wiceprzewodniczący
RADY MIASTA
POZNANIA
Grzegorz
Ganowicz

.......................................................

Komunikat dla osób ubiegających się o pracę w UMP

Nabór pracowników na wolne stanowiska pracy w Urzędzie Miasta
Poznania jest otwarty i konkurencyjny, dotyczy wszystkich stanowisk
pracy ( zarówno kierowniczych, jak i niekierowniczych),
przeprowadzany jest zgodnie z ustawą z dn. 21 listopada 2008r o
pracownikach samorządowych (Dz.U. Nr 223, poz. 1458).
/.../
5) cieszy się nieposzlakowaną opinią.

........................................................

załącznik do zarządzenia Nr 46/2008/K
Prezydenta Miasta Poznania
z dnia 28.11.2008r.


REGULAMIN ORGANIZACYJNY
URZĘDU MIASTA POZNANIA

ROZDZIAŁ II
CELE, ZAKRES I ZASADY DZIAŁANIA URZĘDU

§ 6

W swych działaniach Urząd kieruje się dobrem mieszkańców, dba o jak
najlepszą znajomość ich oczekiwań, ustala i stosuje czytelne,
jednoznaczne procedury, zapewnia terminową i profesjonalną
realizację usług.
Urząd w sposób ciągły doskonali swoją organizację, stwarza warunki
dla podnoszenia kwalifikacji pracowników, zapewnia efektywne
działanie przy wykorzystaniu technik informatycznych, poprawia
komunikację wewnętrzną i zewnętrzną.

§ 7

Urząd wykonuje zadania, stosując system procesowy zgodny z normą PN-
EN ISO 9001:2001 oraz PN-EN ISO 14001:2005. Zakres zastosowania tych
norm ustalany jest odrębnie.
Prawidłowość przebiegu zidentyfikowanych procesów, spójność celów
szczegółowych 
z ustanowioną Polityką Jakości Miasta, stopień
realizacji celów, występujące zagrożenia 
i stosowane środki
zapobiegawcze stanowią przedmiot oceny dokonywanej przez Prezydenta,
zastępców Prezydenta, Sekretarza i Skarbnika w ramach okresowych
przeglądów jakości.

Jakość pracy Urzędu, jej zgodność z wymogami wynikającymi ze
stosowanego systemu zarządzania jakością, skuteczność jego wdrażania
i utrzymywania stanowi przedmiot zewnętrznej oceny poziomu
satysfakcji klienta, a także planowych audytów wewnętrznych.
Dla poprawy jakości wykonywanych zadań publicznych Urząd kieruje się
założeniami standardu „INVESTOR IN PEOPLE” (IIP).



Wyświetl wszystkie wypowiedzi z tego wątku